Piecu to nie Polska
wrzesień 14, 2007
Od niepamiętnych już czasów, na wszelkich internetowych forach, listach dyskusyjnych i blogach dodawałem do swojego podpisu hasełko “Po prostu Piecu” (i taki też tytuł nosi ten blog). Było to tak dawno, że pierwszego użycia nie pamiętają chyba nawet najstarsi indianie. A teraz się okazuje (właściwie to już pare dni temu się okazało), że Platforma Obywatelska na potrzeby zbliżających się wyborów kradnie moje hasło.
W tym miejscu pragnę zaznaczyć – nie mam z tym nic wspólnego. Nie sugerowałem im takiego rozwiązania, a już na pewno ich hasło nie mówi o mnie. Kim jak kim, ale Polską to ja nie jestem. I proszę pamiętać – w oryginale jest Piecu, nie Polska. Choć tak właściwie, nie mam do nich pretensji. Po prostu mają dobry gust, i dobre wzorce.
Spotkanie po latach
wrzesień 14, 2007
Dawno tu nie pisałem – i tylko dlatego tak brzmi tytuł tego wpisu. Jakiś czas temu przeniosłem się z blogowaniem na własny serwer, żeby móc się trochę bardziej lansować. Ale pech chciał, że pare tygodni później wygasła mi domena, której nie mam zamiaru przedłużać, bo mam pustkę w portfelu. Może to i dobrze, bo dzięki temu dostałem natchnienia i stwierdziłem, że powinienem prowadzić dwa blogi jednocześnie.
Jeden, który uruchomię za jakiś czas, będzie skupiał się na mojej pracy i projektach, nad którymi pracowałem/pracuję/będę pracował. W sposób grzeczny, profesjonalny i wykorzystujący wszelkie możliwe sztuczki sprawiające wrażenie, że jestem ambitnym, młodym profesjonalistą, znającym się na rzeczy i godnym zaufania. Może kiedyś znajdzie się dzięki temu jakiś klient. Kiedyś czytałem (nie pamiętam już gdzie, ale jak sobie przypomnę to dam znać i podlinkuję), że blog to świetna platforma do promocji własnej osoby w internecie, pod warunkiem, że pisze się na nim w taki właśnie profesjonalny, obiektywny sposób. Bez kurw i pochodnych, bez ujawniania swoich poglądów politycznych i takich tam, innych rzeczy, które mogą kogoś zniechęcić lub obrazić. Może coś w tym jest, więc nie zaszkodzi spróbować.
Ale przecież nie obyłbym się bez możliwości ponarzekania na wszystko wokół, poprzeklinania trochę, bez wyzywania polityków i klechów i ogólnie mówiąc, do wylewania z siebie wszelkiego jadu, chamstwa i złości, razem z odrobiną refleksji i laniem wody. I właśnie dlatego równolegle zamierzam pisać na tym oto blogu, który właśnie czytasz. Tutaj dla odmiany będzie wszystko, co mi ślina na język przyniesie. Bardzo subiektywnie, bardzo krytycznie i bardzo po mojemu. Kiedyś pisałem, że wśród blogów można czasem znaleźć takie białe kruki – głęboko schowane, ale bardzo ciekawe, i mające coś, co sprawia, że chce się do nich wracać. I pisałem wtedy, że chciałbym na coś takiego się stylizować i do tego dążyć. A teraz dochodzę do wniosku, że to gówno prawda. Białe kruki niech sobie będą, ale ja nim być wcale nie chcę. Nie piszę tutaj dla tego, żeby ktoś to czytał i lubił mnie za to, co piszę. Piszę, bo lubię i piszę o tym, o czym chcę pisać. Piszę tylko dla siebie i na pewno nie będę płakał, jeśli ktoś poczuję się przez to urażony, obrażony, zniechęcony, smutny, rozczarowany czy rozgoryczony.
Choć nie ukrywam, że za wszelkie komentarze będę wdzięczny. Jestem niesamowicie próżny, a jakiekolwiek ślady, że ktoś zwrócił uwagę na moje blogowe dzieła, będą bardzo sympatycznie tę próżność łechtać. Poza tym, fajnie jest z kimś czasem podyskutować.
Edit: Może troche przesadziłem z tą moją pracą. Żeby było jasne – nie posiadam żadnego stałego źródła dochodów. I chyba się z tego cieszę.
Chcieć a móc
maj 26, 2007
Zdaniem jednych, chcieć znaczy móc. Zdaniem drugich, od chcieć do móc wiedze bardzo daleka droga. Kto ma rację? To proste: ja. Prawda jest taka, że i jedni, i drudzy są blisko rozwiązania. Tylko częściowo jednak. Sprawa wygląda następująco:
Chcę. Mamy tu dwie opcje. Albo po prostu chcę, i snuje sobie marzenia, jak to by było fajnie, słodko i cudownie, gdyby z samych chęci zrodziło się to, czego chcę. I tak żyję, w błogiej sielance, ani myśląc o ruszeniu dupy i zrobieniu czegokolwiek, żeby z chęci zrobić możliwości. Druga opcja – chcę, ale w sposób bardziej życiowy. Nie tkam wokół chęci pajęczynki durnowatych marzeń i nieosiągalnych ideałów, tylko biorę się do roboty. Chcę, więc będę miał – i nie wynika to z samych chęci, a z samozaparcia i chęci nie tylko osiągnięcia, ale i zrobienia czegoś żeby to osiągnąć. Krótko mówiąc: nie skupiam się na ideałach, tylko na faktycznych efektach.
No dobra. Ale co można w ten sposób osiągnąć? Wszystko. Chcesz zarobić trochę kasy? Nie ma problemu. Prawda jest taka, że pieniądze zawsze są na wyciągnięcie ręki. Trzeba się tylko wysilić na tyle, żeby wyciągnąć po nie ręce. Same niestety nie podejdą. Trzeba ruszyć dupsko, i zamiast błogo rozmyślać jak by te pieniądze wydać, wziąć się do roboty i je po prostu zarobić. Jak? Odrobina samozaparcia i pewności siebie, i praca znajdzie się wszędzie. Drugi przykład: chcesz osiągnąć dobre wyniki w nauce? Zdać egzaminy? Napisać maturę? Jeszcze raz – rusz dupsko. I nic prostszego. Chcesz przypakować, poderwać jakąś dziewczynę albo kupić jakieś porządne autko? Żaden problem. Jak chcesz, to możesz – tylko włóż w to trochę wysiłku.
A co mi w ogóle strzeliło do głowy, żeby ożywiać bloga tylko i wyłącznie po to, żeby prawić morały na taki temat? W sumie to sam nie wiem. Jak tak czasem patrzę na ludzi, którzy co chwilę marudzą, że im nic nie wychodzi, że chcieli by to i tamto, że okropnie ciężko mają w życiu i w ogóle są beznadziejni, to aż ręce opadają. Bo zamiast marudzić, można się po prostu wziąć w garść i z odrobiną silnej woli i samozaparcia to osiągnąć.
Dzień dobry
listopad 4, 2006
Witaj na nowopowstałym blogu. Dobrze widzisz, ja na prawdę założyłem bloga. Co z tego, że zawsze byłem anty-blogowy? Trzeba kiedyś zrobić coś nieprzewidywalnego. Poza tym… co właściwie takiego złego jest w blogowaniu? Wszystko oczywiście zależy od sposobu, w jaki ktoś prowadzi owego bloga. Ostatnimi czasy sporo blogów czytuję, jeszcze więcej przeglądam i stwierdziłem, że można je podzielić na kilka kategorii.
Kategorię pierwszą nazwać można blOoGiem 3NastkoOowYm. Charakteryzuje się on dużą ilością tekstu pisanego w zupełnie nie zrozumiały sposób (jAkKk na PRzyKłaD ToOo cOo ffFFf TyM nAwiAaAsie) w niezrozumiałym celu. Zazwyczaj tekst ten nie posiada absolutnie żadnej sensownej treści, ciężko było by doszukać się tam czegoś poza pozdrowieniami dla innych “trzynastek” i zwierzeniami, zazwyczaj na temat fantastycznego chłopaka (najczęściej takie blogi prowadzą wszak dziewczyny), który nie zauważył przechodzącej obok niego autorki bloga, przez co ta niemal nie podcięła sobie żył, bo przecież to takie straszne i nieludzkie… Zazwyczaj tego typu blogi czytują tylko znajomi autor(ki/a), lub inni, o podobnie beznadziejnym podejściu do życia. Ludzie inteligentniejsi bywają tam tylko po to, aby zobaczyć jak miewa się swoista głupota dużej częsci polskich nastolatek.
Kolejną kategorią są blogi komercyjne. Z pewnością każdy choć trochę interesujący się wydarzeniami w “wielkim świecie” polityki i biznesu, nie raz trafił na blog któregoś z polityków, lub też właścicieli wielkich firm, czasopism lub portali internetowych – takie właśnie blogi można podciągnąć pod tą kategorię. Są to blogi, które mają na celu nawiązanie bliższego kontaktu z odbiorcami i przedstawienie tej codziennej, szarej strony osób, które zazwyczaj widzimy na ekranach telewizorów lub pierwszych stronach gazet a co za tym idzie przekonanie czytelników, że warto zagłosować właśnie na autora blogu, lub kupić produkt produkowany przez tegoż autora. To, czy na tych blogach znajdziemy coś ciekawego i wartego przeczytania, zależy od tego co tak na prawde lubimy i czego oczekujemy. Jeśli jesteśmy zwolennikami PiSu, raczej będą nas interesować wypociny PiSowych blogowiczów, ale jeśli wolimy szanować swoją własną osobę i mamy normalne poglądy polityczne, będziemy PiSowe blogi omijać szerokim łukiem.
Ostatnia kategoria blogów to tak zwane białe kruki. Jak sama nazwa wskazuje, niezwykle rzadko spotykane i o sporej wartości, choć raczej duchowej niż materialnej. W każdym razie są to blogi ludzi o bardzo ciekawym światopoglądzie, dużej umiejętności wyrażania swoich uczuć i pisania samego w sobie. Często możemy tam spotkać twórczość poetycką autora, jeszcze częsciej mamy okazję przeczytać dobry felieton lub po prostu zwykłą blogową “notkę”, która jednak przekazuje treści niezwykle ciekawe i pobudzające do refleksji. Czasami są to blogi twórcze (vide wspomniana poezja), czasem bardziej odtwórcze, skupiające się na analizowaniu otaczającej autora rzeczywistości. Zawsze jednak pełne są materiałów niesamowicie zabawnych lub opiniotwórczych. Niestety, zazwyczaj aby znaleźć takiego bloga trzeba przebić się przez setki stron durnych i nieciekawych.
Myślę, że nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że mam zamiar stylizować tego bloga na trzecią kategorię. Czy mi się to uda – czas pokaże. W każdym bądź razie, nie należy ode mnie oczekiwać sumiennego i regularnego pisania bo zależeć to będzie tylko i wyłącznie od tego, czy będę miał o czym pisać i czy najzwyczajniej w świecie będzie mi się chciało. Nie mam zamiaru zmuszać się do tego lub pisać o niebieskich migdałach. Jeżeli ktokolwiek będzie miał do mnie jakieś pytania, lub będzie chciał podyskutować ze mną na jakiś temat, może spróbować szczęscia pisząc do mnie na lukasz.dec@piecu.net.
Miłej lektury życzę.