Jeden wyraz, milion emocji
listopad 19, 2007
Na pewno, nigdy nie zacznę trudnić się copywritingiem, czyli wymyślaniem hasełek i sloganów reklamowych za dużą kasę. Teoretycznie wystarczy skleić tylko kilka wyrazów, i można przeliczyć wypłatę. Banał, nie? No prawie, bo te kilka wyrazów trzeba skleić w ten sposób, żeby klientowi się podobało, a klientom zapadało w pamięć. W rezultacie wychodzi na to, że to niesamowicie niewdzięczna i wkurwiająca praca. Ja przez przypadek, bo nie było tego w planie, podczas pracy nad stroną internetową wpadłem na pomysł sloganu dla klubu tańca towarzyskiego – “Taniec. Jeden wyraz, milion emocji“. Akurat tym razem poszło bez specjalnych problemów, ale jak próbowałem wymyślić chociaż jeden inny, coby było do wyboru, to kończyło się tylko na tym, że szlag mnie trafiał. Całe szczęście, klientowi się spodobał, więc może inne wersje nie będą potrzebne. A nawet jeśli, to dam sobie spokój, bo tego i tak nie było w planie. Umawialiśmy się na logo, wizytówki i stronę internetową. Tego pierwszego jest już kilka wersji. Jedna poniżej.

Strona internetowa w budowie.
O turniejach tańca w internecie
wrzesień 20, 2007
Ostrzeżenie: Niniejszy post zawiera duże ilości krytycznych, chamskich i niekulturalnych zwrotów niosących ze sobą (nie)konstruktywną krytykę określonych osób i firm. Osoby o słabych nerwach zachęca się do zaniechania dalszej lektury, chyba że mają to w dupie. Poza tym, tekst jest dosyć długi, dlatego leniwi/niezainteresowani też mogą sobie darować.
Twist shit
Do tej pory myślałem, że twórczość pana Socika, właściciela firmy Twist Service bije wszelkie możliwe rekordy w kwestii zastosowania archaicznych i kompletnie przestarzałych rozwiązań internetowych. No i oczywiście w kwestii totalnego braku dobrego smaku i poczucia estetyki. Sama strona pana Socika u niektórych może wywoływać odruchy wymiotne, jest po prostu niewyobrażalnie brzydka. A najśmieszniejsze jest to, że jest on jednym z dwóch (jest jeszcze pan Zbigniew z Lublina) projektantów www, którzy praktycznie zdominowali rynek internetowej obsługi klubów i turniejów tanecznych.
Żeby nie być gołosłownym – są też inne niesamowicie fantastyczne twory pana Socika, jak choćby strona Polskiego Towarzystwa Tanecznego, jedna z tych, które na prawdę mogłyby jakiś poziom prezentować, bo przecież jest to niejako wizytówka polskiego tańca towarzyskiego w internecie – a jak na ironię, wygląda jak wyciągnięta z jakiegoś muzeum badziewi i rupieci z lat ‘90. Inny przykład – Festiwal Tańca Karkonosze Open 2007 (na który tak a propos wybieram się za nieco ponad tydzień). To samo – wygląda strasznie, poplątane niczym dzieło Picassa. W stronę techniczną nie będę się zagłębiał, bo to nie geekowy blog. Poza tym, absolutnie nieczytelnie, ciężko dotrzeć do jakichkolwiek informacji.
Zbysio z Lublina
Na chwilę zostawmy temat fantastycznej twórczości pana Socika, tylko po to, żeby skupić się na wspomnianym wyżej Zbyszku z Lublina. Kolejny zapalony amator, wielki twórca i prawdziwy artysta. Ten z kolei proponuje seryjne wytwarzanie stron informacyjnych turniejów i imprez tanecznych. “Realizacja usługi wynosi 4 godz. po dostarczeniu niezbędnych danych (nazwa i termin turnieju, termin zamknięcia zgłoszeń, kategorie i style.). Organizator otrzymuje adres internetowy, który wkleja na własnej stronie. Koszt tej usługi – tylko 150.-zł, (a ile kłopotów mniej).” Podoba mi się sama idea skierowania swojej oferty na internetową obsługę turniejów i podpinanie ich pod domenę turnieje-taneczne.pl – świetny pomysł, Tkwi w tym spory potencjał. Ale ludzie… jeśli pan Zbysio planuje podchodzić do tematu aż tak szablonowo i chce kopiować jedną stronę, zmieniając tylko informacje o poszczególnych turniejach – nie wróżę mu długometrażowego sukcesu. Tym bardziej, że ten jeden szablon, do którego tak uparcie się przypiął ( przykład 1, przykład 2 ) wcale a wcale pięknością nie grzeszy. I nic dziwnego, ciężko jest zbudować od podstaw porządną, solidną stronę z ładną, przyjemną dla oka oprawą graficzną w 4 godziny. Przynajmniej ja potrzebuję na to zdecydowanie więcej czasu, jeśli wszystko ma być dopięte na ostatni guzik.
And the winner is…
No i pięknie. Skrytykowałem obu panów doszczętnie, tylko więc czekać, aż ktoś pięknie zarzuci mi, że sam lepszy nie jestem, bo nie robię nic. Otóż robię – na dniach biorę się do roboty nad stroną www i zorganizowaniem obsługi internetowej OTTT “Perła Pomorza”, który odbędzie się w Wałczu 13 października (swoją drogą, zapraszam gorąco). I mam zamiar udowodnić sobie i całemu światu, że jestem od obu panów lepszy i że turniej tańca może wyglądać w internecie porządnie i zachęcać do obejrzenia widowiska na żywo. W sobotę widzę się z organizatorami celem dogadania wszelkich możliwych szczegółów, a potem obracam klepsydrę i biorę się do roboty.
Ja Wam pokażę.
Chwalenie się jest fajne
wrzesień 19, 2007
Na samiutkim wstępie zaznaczę, że ten sposób blogowego prezentowania swoich dzieł zrobionych na potrzeby pracy, żywcem zgapiam od pewnego specjalisty w tym temacie. Od bardzo dawna czytuję Piotra i, tak właściwie nie wiem czemu do tej pory nie było na moim blogu linka do jego bloga. Zaraz to nadrobię. Swoją drogą, bardzo żałuję, że w najbliższy weekend przejdzie mi koło nosa okazja poznania go osobiście. No cóż, okazja pewnie jeszcze nie raz się trafi, więc nadrobię.
Wracając do meritum. Jeszcze nie miałem okazji zaprezentować tutaj swojego dzieła, które udało mi się sprzedać. Co prawda tym razem ’sprzedać’ to za dużo powiedziane, bo byłem na tyle naiwny, żeby zrobić logo kumplowi za ładny uśmiech i piwo. No ale jakby nie patrzeć, moje dzieło poszło w świat. I w sumie jestem z niego zadowolony. Voila.

Jeszcze naszło mnie na pewną myśl. Piotr Mikołaj na swoim blogu bardzo często pisze, że nienawidzi swojej pracy i opisuje ją jak najgorsze tortury. A ja, choć chcę zajmować się mniej więcej tym samym (nie ukrywam, że był jednym z tych, którzy mnie do tego natchnęli), po prostu uwielbiam to robić. I tu mam nad Tobą przewagę, panie Kefas (-; Ale fajne uczucie.
A jesień w pełni. Zimno jak jasna cholera, byłem nawet zmuszony do odszukania w szafie szalika i rękawiczek.