Jeden wyraz, milion emocji
listopad 19, 2007
Na pewno, nigdy nie zacznę trudnić się copywritingiem, czyli wymyślaniem hasełek i sloganów reklamowych za dużą kasę. Teoretycznie wystarczy skleić tylko kilka wyrazów, i można przeliczyć wypłatę. Banał, nie? No prawie, bo te kilka wyrazów trzeba skleić w ten sposób, żeby klientowi się podobało, a klientom zapadało w pamięć. W rezultacie wychodzi na to, że to niesamowicie niewdzięczna i wkurwiająca praca. Ja przez przypadek, bo nie było tego w planie, podczas pracy nad stroną internetową wpadłem na pomysł sloganu dla klubu tańca towarzyskiego – “Taniec. Jeden wyraz, milion emocji“. Akurat tym razem poszło bez specjalnych problemów, ale jak próbowałem wymyślić chociaż jeden inny, coby było do wyboru, to kończyło się tylko na tym, że szlag mnie trafiał. Całe szczęście, klientowi się spodobał, więc może inne wersje nie będą potrzebne. A nawet jeśli, to dam sobie spokój, bo tego i tak nie było w planie. Umawialiśmy się na logo, wizytówki i stronę internetową. Tego pierwszego jest już kilka wersji. Jedna poniżej.

Strona internetowa w budowie.
Bądź gotowy dziś do drogi…
wrzesień 23, 2007
“…drogi, którą dobrze znasz. Jutro, lub we wtorek wezmę Cię”, cytując stary szlagier Haliny Frąckowiak. Jutro podróż do Trójmiasta w ramach wycieczki klasowej. Miło się zapowiada. Powrót w czwartek, żeby się przepakować i w piątek Jelenia Góra – Eurogala Tańca “Karkonosze Open 2007″.
Ha, to chyba najbardziej pusta wiadomość w historii tego bloga. Ale nic na to nie poradzę, nie mam czasu ani chęci, żeby streszczać tutaj plan najbliższego tygodnia. Chodziło tylko o to, żeby powiadomić wszystkich ewentualnie zainteresowanych, że przez najbliższy tydzień dostępny będę jedynie przez telefon. Wszyscy ewentualnie zainteresowani numer znają.
Żeby nie było tak całkiem pusto, stworzyłem na szybkiego takie coś.

Nienawidzę pakowania.
Chwalenie się jest fajne
wrzesień 19, 2007
Na samiutkim wstępie zaznaczę, że ten sposób blogowego prezentowania swoich dzieł zrobionych na potrzeby pracy, żywcem zgapiam od pewnego specjalisty w tym temacie. Od bardzo dawna czytuję Piotra i, tak właściwie nie wiem czemu do tej pory nie było na moim blogu linka do jego bloga. Zaraz to nadrobię. Swoją drogą, bardzo żałuję, że w najbliższy weekend przejdzie mi koło nosa okazja poznania go osobiście. No cóż, okazja pewnie jeszcze nie raz się trafi, więc nadrobię.
Wracając do meritum. Jeszcze nie miałem okazji zaprezentować tutaj swojego dzieła, które udało mi się sprzedać. Co prawda tym razem ’sprzedać’ to za dużo powiedziane, bo byłem na tyle naiwny, żeby zrobić logo kumplowi za ładny uśmiech i piwo. No ale jakby nie patrzeć, moje dzieło poszło w świat. I w sumie jestem z niego zadowolony. Voila.

Jeszcze naszło mnie na pewną myśl. Piotr Mikołaj na swoim blogu bardzo często pisze, że nienawidzi swojej pracy i opisuje ją jak najgorsze tortury. A ja, choć chcę zajmować się mniej więcej tym samym (nie ukrywam, że był jednym z tych, którzy mnie do tego natchnęli), po prostu uwielbiam to robić. I tu mam nad Tobą przewagę, panie Kefas (-; Ale fajne uczucie.
A jesień w pełni. Zimno jak jasna cholera, byłem nawet zmuszony do odszukania w szafie szalika i rękawiczek.
Jesiennie
wrzesień 16, 2007
Z dwóch powodów:
- Żeby pokazać, że przyszła ta zimna, mokra i niedobra.
- Żeby pokazać, że niemoc twórcza trwa.
