Ludzie są przewidywalni

listopad 2, 2007

Są tak cholernie przewidywalni, że czasem wypadałoby się zastanowić, dlaczego wcześniej z tego nie skorzystałem i nie pilnowałem bardziej tego, o czym tutaj piszę. Ale nie będę się nad tym zastanawiał, bo odpowiedź znam – to nie ja decyduję, do kogo mój blog i treści na jego łamach opublikowane docierają i kto je przeczyta. A już tym bardziej nie mam wpływu na to, w jakim stopniu ktoś weźmie to do siebie i co będzie na ten temat myślał. Blog jest otwarty, może go czytać każdy kto ma na to ochotę. Ale każdy, który to czyta musi liczyć się z tym, że treści które tu przedstawiam są moimi osobistymi, prywatnymi opiniami i przemyśleniami, bardzo często ujętymi w dużo bardziej szczere i dobitnie określające pewne sprawy słowa. Dlatego, że jest to tylko blog – który nie jest skierowany do konkretnych osób i które wcale nie są zaproszone do tego, żeby to czytać (to ich decyzja, za którą nie odpowiadam), a z drugiej strony, jest to aż blog – na którym czasem mogę sobie pozwolić na dużo więcej niż gdzie indziej.

Przejdźmy jednak do sedna sprawy, bo powyższy wstęp raczej niewiele mówi o przyczynach napisania tego posta. W tytule napisałem, że ludzie są przewidywalni, i to aż do bólu. W artykule z przed paru tygodni, “O turniejach tańca w internecie” napisałem:

No i pięknie. Skrytykowałem obu panów doszczętnie, tylko więc czekać, aż ktoś pięknie zarzuci mi, że sam lepszy nie jestem, bo nie robię nic.

I to się prawie sprawdziło. Bo doszły mnie słuchy, że pewne osoby już mają do mnie żal i pretensje. “Prawie” się sprawdziło, bo o tych pretensjach dowiedziałem się praktycznie przez przypadek. Gdybym sam do nich nie doszedł, najprawdopodobniej nie usłyszałbym na ten temat nawet słowa, a osoby te po cichu rzucałyby mi krzywe spojrzenia. Bardzo ważne: teraz ja będę miał do tych osób żal i pretensje za to, że nie potrafiły/nie chciały powiedzieć mi o tym prosto w oczy, mimo tego że miały ku temu okazję 3 razy w tygodniu. Ale w tej sytuacji jest już odrobinę za późno, bo teraz sam będę dążył do rozmowy i wyjaśnienia tego tematu.

Pora na odrobinę sprostowań. Nie zamierzam wycofać się nawet z jednego słowa, które padło na moim blogu. Wszystko co tam napisałem idealnie odzwierciedla to co myślałem wtedy, i co myślę teraz. Nadal zamierzam krytycznie podchodzić do twórczości pana Socika i Zbyszka z Lublina, bo w żaden sposób twórczość ta się nie poprawiła, ani ja nie zmieniłem nagle gustów i upodobań.

Jest jedna rzecz, w związku z którą pretensje do mnie są uzasadnione. Napisałem wtedy, że “na dniach biorę się do roboty nad stroną www i zorganizowaniem obsługi internetowej OTTT “Perła Pomorza”, który odbędzie się w Wałczu 13 października (swoją drogą, zapraszam gorąco). I mam zamiar udowodnić sobie i całemu światu, że jestem od obu panów lepszy”. Faktycznie, powiedziałem, że zrobię i pokażę, a nie zrobiłem i nie pokazałem. Dlaczego? Tylko i wyłącznie dlatego, że podczas rozmowy z organizatorami turnieju padło stwierdzenie, że “w tym roku raczej nie, ale może w przyszłym, jak będzie większy budżet to pomyślimy nad stroną internetową”. Przykro mi bardzo, ale nie było mi dane tego popisowego zamiaru zrealizować. Nie będę robił nic na siłę, bo wyraźnie usłyszałem, że stroną internetową organizatorzy nie są zainteresowani. Tak czy siak, przykro mi, że nie udało się zademonstrować swoich możliwości.

Następna sprawa – nie zmienia to ani trochę faktu, że uważam się za lepszego od obu wspomnianych wyżej panów. Dlatego, że obaj panowie tworzą coś według standardów, które opanowali kilkanaście lat temu i które w chwili obecnej nie mają praktycznie żadnej racji bytu – internet jest rzeczą rozwijającą się zbyt szybko, żeby bazować na tak archaicznej wiedzy. Żeby coś tu osiągnąć, trzeba się rozwijać razem z nim, być na bieżąco z najnowszymi rozwiązaniami technicznymi i trendami w ogóle. Właśnie stąd bierze się krytyka tych panów. A dlaczego ja miałbym być lepszy? Przecież ja się tym tematem zajmuję od zaledwie 3 lat, a nie tak jak pan Socik, od 20. I właśnie w tym tkwi moja przewaga, ponieważ ja przez te 3 lata cały czas robię wszystko co mogę, żeby się uczyć, rozwijać i korzystać z nowoczesnych narzędzi i rozwiązań technicznych. Oczywiście, nie ukrywam że pan Socik ma na tą chwilę znacznie więcej osiągnięć niż ja. Ale to wynika tylko z tego, że działa ode mnie dłużej i miał więcej czasu na ich osiągnięcie. I to jest tylko i wyłącznie kwestią czasu.

Mam teraz nauczkę na przyszłość: zbytnia szczerość szkodzi, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto weźmie ją za bardzo do siebie i rozdmuchując do granic możliwości, będzie tworzył niepotrzebne pretensje i kłótnie. Na dodatek ten ktoś nie weźmie pod uwagę tego, że blog internetowy służy właśnie do tego, żeby móc podzielić się swoimi prywatnymi refleksjami i opiniami w sposób publiczny. I co najgorsze, takie osoby nie będą później w stanie powiedzieć, że coś im się nie spodobało. Bo przecież najłatwiej nosić do kogoś urazę za zbytnią bezpośredniość samemu siedząc cicho i nie mogąc zebrać się na rozmowę i wyjaśnienie sprawy.

Spotkanie po latach

wrzesień 14, 2007

Dawno tu nie pisałem – i tylko dlatego tak brzmi tytuł tego wpisu. Jakiś czas temu przeniosłem się z blogowaniem na własny serwer, żeby móc się trochę bardziej lansować. Ale pech chciał, że pare tygodni później wygasła mi domena, której nie mam zamiaru przedłużać, bo mam pustkę w portfelu. Może to i dobrze, bo dzięki temu dostałem natchnienia i stwierdziłem, że powinienem prowadzić dwa blogi jednocześnie.

Jeden, który uruchomię za jakiś czas, będzie skupiał się na mojej pracy i projektach, nad którymi pracowałem/pracuję/będę pracował. W sposób grzeczny, profesjonalny i wykorzystujący wszelkie możliwe sztuczki sprawiające wrażenie, że jestem ambitnym, młodym profesjonalistą, znającym się na rzeczy i godnym zaufania. Może kiedyś znajdzie się dzięki temu jakiś klient. Kiedyś czytałem (nie pamiętam już gdzie, ale jak sobie przypomnę to dam znać i podlinkuję), że blog to świetna platforma do promocji własnej osoby w internecie, pod warunkiem, że pisze się na nim w taki właśnie profesjonalny, obiektywny sposób. Bez kurw i pochodnych, bez ujawniania swoich poglądów politycznych i takich tam, innych rzeczy, które mogą kogoś zniechęcić lub obrazić. Może coś w tym jest, więc nie zaszkodzi spróbować.

Ale przecież nie obyłbym się bez możliwości ponarzekania na wszystko wokół, poprzeklinania trochę, bez wyzywania polityków i klechów i ogólnie mówiąc, do wylewania z siebie wszelkiego jadu, chamstwa i złości, razem z odrobiną refleksji i laniem wody. I właśnie dlatego równolegle zamierzam pisać na tym oto blogu, który właśnie czytasz. Tutaj dla odmiany będzie wszystko, co mi ślina na język przyniesie. Bardzo subiektywnie, bardzo krytycznie i bardzo po mojemu. Kiedyś pisałem, że wśród blogów można czasem znaleźć takie białe kruki – głęboko schowane, ale bardzo ciekawe, i mające coś, co sprawia, że chce się do nich wracać. I pisałem wtedy, że chciałbym na coś takiego się stylizować i do tego dążyć. A teraz dochodzę do wniosku, że to gówno prawda. Białe kruki niech sobie będą, ale ja nim być wcale nie chcę. Nie piszę tutaj dla tego, żeby ktoś to czytał i lubił mnie za to, co piszę. Piszę, bo lubię i piszę o tym, o czym chcę pisać. Piszę tylko dla siebie i na pewno nie będę płakał, jeśli ktoś poczuję się przez to urażony, obrażony, zniechęcony, smutny, rozczarowany czy rozgoryczony.

Choć nie ukrywam, że za wszelkie komentarze będę wdzięczny. Jestem niesamowicie próżny, a jakiekolwiek ślady, że ktoś zwrócił uwagę na moje blogowe dzieła, będą bardzo sympatycznie tę próżność łechtać. Poza tym, fajnie jest z kimś czasem podyskutować.

Edit: Może troche przesadziłem z tą moją pracą. Żeby było jasne – nie posiadam żadnego stałego źródła dochodów. I chyba się z tego cieszę.

Dzień dobry

listopad 4, 2006

Witaj na nowopowstałym blogu. Dobrze widzisz, ja na prawdę założyłem bloga. Co z tego, że zawsze byłem anty-blogowy? Trzeba kiedyś zrobić coś nieprzewidywalnego. Poza tym… co właściwie takiego złego jest w blogowaniu? Wszystko oczywiście zależy od sposobu, w jaki ktoś prowadzi owego bloga. Ostatnimi czasy sporo blogów czytuję, jeszcze więcej przeglądam i stwierdziłem, że można je podzielić na kilka kategorii.

Kategorię pierwszą nazwać można blOoGiem 3NastkoOowYm. Charakteryzuje się on dużą ilością tekstu pisanego w zupełnie nie zrozumiały sposób (jAkKk na PRzyKłaD ToOo cOo ffFFf TyM nAwiAaAsie) w niezrozumiałym celu. Zazwyczaj tekst ten nie posiada absolutnie żadnej sensownej treści, ciężko było by doszukać się tam czegoś poza pozdrowieniami dla innych “trzynastek” i zwierzeniami, zazwyczaj na temat fantastycznego chłopaka (najczęściej takie blogi prowadzą wszak dziewczyny), który nie zauważył przechodzącej obok niego autorki bloga, przez co ta niemal nie podcięła sobie żył, bo przecież to takie straszne i nieludzkie… Zazwyczaj tego typu blogi czytują tylko znajomi autor(ki/a), lub inni, o podobnie beznadziejnym podejściu do życia. Ludzie inteligentniejsi bywają tam tylko po to, aby zobaczyć jak miewa się swoista głupota dużej częsci polskich nastolatek.

Kolejną kategorią są blogi komercyjne. Z pewnością każdy choć trochę interesujący się wydarzeniami w “wielkim świecie” polityki i biznesu, nie raz trafił na blog któregoś z polityków, lub też właścicieli wielkich firm, czasopism lub portali internetowych – takie właśnie blogi można podciągnąć pod tą kategorię. Są to blogi, które mają na celu nawiązanie bliższego kontaktu z odbiorcami i przedstawienie tej codziennej, szarej strony osób, które zazwyczaj widzimy na ekranach telewizorów lub pierwszych stronach gazet a co za tym idzie przekonanie czytelników, że warto zagłosować właśnie na autora blogu, lub kupić produkt produkowany przez tegoż autora. To, czy na tych blogach znajdziemy coś ciekawego i wartego przeczytania, zależy od tego co tak na prawde lubimy i czego oczekujemy. Jeśli jesteśmy zwolennikami PiSu, raczej będą nas interesować wypociny PiSowych blogowiczów, ale jeśli wolimy szanować swoją własną osobę i mamy normalne poglądy polityczne, będziemy PiSowe blogi omijać szerokim łukiem.

Ostatnia kategoria blogów to tak zwane białe kruki. Jak sama nazwa wskazuje, niezwykle rzadko spotykane i o sporej wartości, choć raczej duchowej niż materialnej. W każdym razie są to blogi ludzi o bardzo ciekawym światopoglądzie, dużej umiejętności wyrażania swoich uczuć i pisania samego w sobie. Często możemy tam spotkać twórczość poetycką autora, jeszcze częsciej mamy okazję przeczytać dobry felieton lub po prostu zwykłą blogową “notkę”, która jednak przekazuje treści niezwykle ciekawe i pobudzające do refleksji. Czasami są to blogi twórcze (vide wspomniana poezja), czasem bardziej odtwórcze, skupiające się na analizowaniu otaczającej autora rzeczywistości. Zawsze jednak pełne są materiałów niesamowicie zabawnych lub opiniotwórczych. Niestety, zazwyczaj aby znaleźć takiego bloga trzeba przebić się przez setki stron durnych i nieciekawych.

Myślę, że nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że mam zamiar stylizować tego bloga na trzecią kategorię. Czy mi się to uda – czas pokaże. W każdym bądź razie, nie należy ode mnie oczekiwać sumiennego i regularnego pisania bo zależeć to będzie tylko i wyłącznie od tego, czy będę miał o czym pisać i czy najzwyczajniej w świecie będzie mi się chciało. Nie mam zamiaru zmuszać się do tego lub pisać o niebieskich migdałach. Jeżeli ktokolwiek będzie miał do mnie jakieś pytania, lub będzie chciał podyskutować ze mną na jakiś temat, może spróbować szczęscia pisząc do mnie na lukasz.dec@piecu.net.

Miłej lektury życzę.