Terrorystka

listopad 27, 2007

Niech szlag trafi poetów, poezję i wszystkie inne cholerne romansidła. Gdyby nie to całe słodko pierdzące badziewie, słowa takie jak miłość, uczucia, przyjaźń i tym podobne rzeczy, uchodzące za pewne osobiste wartości nie brzmiały by pusto jak ten czerep. A tak, przez tych wszystkich zasranych pisarczyków  i innych Natchnionych Pomyleńców nie ma chyba niczego, poza uczuciami, co zostało tak cholernie uwznioślone i ubóstwione, że uzyskało znaczenie wprost przeciwne – i tak ktoś mówiący, na przykład, o miłości, zamiast wzruszająco odpływać do siódmego nieba, twardo szoruje dupskiem o asfalt uchodząc przy tym za jakiegoś masochistycznego świra o wyidealizowanym światopoglądzie. 

Co w takim razie ma zrobić ktoś, kto o tym mówi, a kto nie uważa się za wspomnianego świra? Ktoś taki, chcący uchodzić za „normalnego” powie pewnie, że nie lubi wielkich słów i owijając w bawełnę sam zaplącze się w sieć bezsensownych zwodów, uników i wykrętów. Ktoś inny, chcący uchodzić za siebie, uzna pewnie, że serdecznie go to wszystko pierdoli i tak czy siak powie to, co ma do powiedzenia. I ja tak właśnie zamierzam uczynić. A żeby podkreślić to, że nie jestem w nastroju do owijania w bawełnę i odpływania do nieba, od razu, w jednym zdaniu streszczę pozostałą treść tego artykułu, zmniejszając tym samym cierpienia osobom, które artykuł ten za typowo durno-blogowo-zwierzeniowy mogłyby uznać dopiero po przeczytaniu całości – tak przynajmniej mają już spokój i nie muszą męczyć się czytaniem czegoś co im się nie podoba. Reszta tego tekstu będzie mówiła tylko i wyłącznie o tym, że jest mi źle, nie mam humoru i narzekam na co tylko się da. 

Stare porzekadło, wywodzące się ze wspomnianej we wstępie słodko pierdzącej poezji, mówi, że „miłość uskrzydla”. Nie przeczę, że jest w tym trochę prawdy, ale tylko trochę, bo tak naprawdę, „miłość” ma dwie strony, albo dwa ostrza, niczym „miecz przeznaczenia” w prozie Sapkowskiego (prozie z resztą rewelacyjnej, nic nie mającej wspólnego z pomyloną twórczością zapalonych romantyków). Jedno z nich może uskrzydlać, ale drugie skutecznie jak nic innego te skrzydła będzie podcinać. Mi niestety przyszło zmierzyć się z tą drugą stroną, ponieważ na własne życzenie ten miecz obróciłem, jakoś na przełomie sierpnia i września tego roku.. Pech chciał, że dzierży go osoba na której swego czasu bardzo mi zależało. I rację miał ten, kto powiedział, że „najdotkliwiej ranią nas ci, na których najbardziej nam zależy”. 

Myślę, że nie będę streszczał tu sytuacji, w wyniku której owy miecz się obrócił, bo ten blog zasadniczo powstał po to, abym mógł przedstawić czasem swój punkt widzenia na sprawy, który w danym momencie mnie nurtują, a nie po to, żeby przedstawiać skrupulatną relację z mojego życia. Tak czy siak, w chwilach takich jak ta zastanawiam się, czy „lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się tego nie zrobiło”, jak mówi pewne ludowe porzekadło. Wyrzuty sumienia to okropna sprawa, a zakochani ludzie mają przesrane życie.

Wracając do tytułu – dlaczego terrorystka?

A dlaczego nie?

One Response to “Terrorystka”

  1. szqod Says:

    Czemu już nic nie piszesz?


Leave a Reply