Bądź gotowy dziś do drogi…
wrzesień 23, 2007
“…drogi, którą dobrze znasz. Jutro, lub we wtorek wezmę Cię”, cytując stary szlagier Haliny Frąckowiak. Jutro podróż do Trójmiasta w ramach wycieczki klasowej. Miło się zapowiada. Powrót w czwartek, żeby się przepakować i w piątek Jelenia Góra – Eurogala Tańca “Karkonosze Open 2007″.
Ha, to chyba najbardziej pusta wiadomość w historii tego bloga. Ale nic na to nie poradzę, nie mam czasu ani chęci, żeby streszczać tutaj plan najbliższego tygodnia. Chodziło tylko o to, żeby powiadomić wszystkich ewentualnie zainteresowanych, że przez najbliższy tydzień dostępny będę jedynie przez telefon. Wszyscy ewentualnie zainteresowani numer znają.
Żeby nie było tak całkiem pusto, stworzyłem na szybkiego takie coś.

Nienawidzę pakowania.
O turniejach tańca w internecie
wrzesień 20, 2007
Ostrzeżenie: Niniejszy post zawiera duże ilości krytycznych, chamskich i niekulturalnych zwrotów niosących ze sobą (nie)konstruktywną krytykę określonych osób i firm. Osoby o słabych nerwach zachęca się do zaniechania dalszej lektury, chyba że mają to w dupie. Poza tym, tekst jest dosyć długi, dlatego leniwi/niezainteresowani też mogą sobie darować.
Twist shit
Do tej pory myślałem, że twórczość pana Socika, właściciela firmy Twist Service bije wszelkie możliwe rekordy w kwestii zastosowania archaicznych i kompletnie przestarzałych rozwiązań internetowych. No i oczywiście w kwestii totalnego braku dobrego smaku i poczucia estetyki. Sama strona pana Socika u niektórych może wywoływać odruchy wymiotne, jest po prostu niewyobrażalnie brzydka. A najśmieszniejsze jest to, że jest on jednym z dwóch (jest jeszcze pan Zbigniew z Lublina) projektantów www, którzy praktycznie zdominowali rynek internetowej obsługi klubów i turniejów tanecznych.
Żeby nie być gołosłownym – są też inne niesamowicie fantastyczne twory pana Socika, jak choćby strona Polskiego Towarzystwa Tanecznego, jedna z tych, które na prawdę mogłyby jakiś poziom prezentować, bo przecież jest to niejako wizytówka polskiego tańca towarzyskiego w internecie – a jak na ironię, wygląda jak wyciągnięta z jakiegoś muzeum badziewi i rupieci z lat ‘90. Inny przykład – Festiwal Tańca Karkonosze Open 2007 (na który tak a propos wybieram się za nieco ponad tydzień). To samo – wygląda strasznie, poplątane niczym dzieło Picassa. W stronę techniczną nie będę się zagłębiał, bo to nie geekowy blog. Poza tym, absolutnie nieczytelnie, ciężko dotrzeć do jakichkolwiek informacji.
Zbysio z Lublina
Na chwilę zostawmy temat fantastycznej twórczości pana Socika, tylko po to, żeby skupić się na wspomnianym wyżej Zbyszku z Lublina. Kolejny zapalony amator, wielki twórca i prawdziwy artysta. Ten z kolei proponuje seryjne wytwarzanie stron informacyjnych turniejów i imprez tanecznych. “Realizacja usługi wynosi 4 godz. po dostarczeniu niezbędnych danych (nazwa i termin turnieju, termin zamknięcia zgłoszeń, kategorie i style.). Organizator otrzymuje adres internetowy, który wkleja na własnej stronie. Koszt tej usługi – tylko 150.-zł, (a ile kłopotów mniej).” Podoba mi się sama idea skierowania swojej oferty na internetową obsługę turniejów i podpinanie ich pod domenę turnieje-taneczne.pl – świetny pomysł, Tkwi w tym spory potencjał. Ale ludzie… jeśli pan Zbysio planuje podchodzić do tematu aż tak szablonowo i chce kopiować jedną stronę, zmieniając tylko informacje o poszczególnych turniejach – nie wróżę mu długometrażowego sukcesu. Tym bardziej, że ten jeden szablon, do którego tak uparcie się przypiął ( przykład 1, przykład 2 ) wcale a wcale pięknością nie grzeszy. I nic dziwnego, ciężko jest zbudować od podstaw porządną, solidną stronę z ładną, przyjemną dla oka oprawą graficzną w 4 godziny. Przynajmniej ja potrzebuję na to zdecydowanie więcej czasu, jeśli wszystko ma być dopięte na ostatni guzik.
And the winner is…
No i pięknie. Skrytykowałem obu panów doszczętnie, tylko więc czekać, aż ktoś pięknie zarzuci mi, że sam lepszy nie jestem, bo nie robię nic. Otóż robię – na dniach biorę się do roboty nad stroną www i zorganizowaniem obsługi internetowej OTTT “Perła Pomorza”, który odbędzie się w Wałczu 13 października (swoją drogą, zapraszam gorąco). I mam zamiar udowodnić sobie i całemu światu, że jestem od obu panów lepszy i że turniej tańca może wyglądać w internecie porządnie i zachęcać do obejrzenia widowiska na żywo. W sobotę widzę się z organizatorami celem dogadania wszelkich możliwych szczegółów, a potem obracam klepsydrę i biorę się do roboty.
Ja Wam pokażę.
Chwalenie się jest fajne
wrzesień 19, 2007
Na samiutkim wstępie zaznaczę, że ten sposób blogowego prezentowania swoich dzieł zrobionych na potrzeby pracy, żywcem zgapiam od pewnego specjalisty w tym temacie. Od bardzo dawna czytuję Piotra i, tak właściwie nie wiem czemu do tej pory nie było na moim blogu linka do jego bloga. Zaraz to nadrobię. Swoją drogą, bardzo żałuję, że w najbliższy weekend przejdzie mi koło nosa okazja poznania go osobiście. No cóż, okazja pewnie jeszcze nie raz się trafi, więc nadrobię.
Wracając do meritum. Jeszcze nie miałem okazji zaprezentować tutaj swojego dzieła, które udało mi się sprzedać. Co prawda tym razem ’sprzedać’ to za dużo powiedziane, bo byłem na tyle naiwny, żeby zrobić logo kumplowi za ładny uśmiech i piwo. No ale jakby nie patrzeć, moje dzieło poszło w świat. I w sumie jestem z niego zadowolony. Voila.

Jeszcze naszło mnie na pewną myśl. Piotr Mikołaj na swoim blogu bardzo często pisze, że nienawidzi swojej pracy i opisuje ją jak najgorsze tortury. A ja, choć chcę zajmować się mniej więcej tym samym (nie ukrywam, że był jednym z tych, którzy mnie do tego natchnęli), po prostu uwielbiam to robić. I tu mam nad Tobą przewagę, panie Kefas (-; Ale fajne uczucie.
A jesień w pełni. Zimno jak jasna cholera, byłem nawet zmuszony do odszukania w szafie szalika i rękawiczek.
Jesiennie
wrzesień 16, 2007
Z dwóch powodów:
- Żeby pokazać, że przyszła ta zimna, mokra i niedobra.
- Żeby pokazać, że niemoc twórcza trwa.

Jak robić, żeby nic nie zrobić…
wrzesień 15, 2007
Co za cholerny dzień.
Nie nawidzę tak zwanych ‘dni bez weny’, określanych przez niektórych jako te, na początku których wstaje się z łóżka lewą nogą. Takie dni, podczas których człowiek nie jest w stanie niczego konstruktywnego wymyślić. Po prostu nie może i koniec. Taka niemoc twórcza. Pal licho jeśli podczas takiego dnia nie ma potrzeby tworzenia czegokolwiek… gorzej kiedy taka potrzeba jest. I wtedy człowiek się stara, robi co może żeby tę niemoc przełamać… i gówno mu z tego wychodzi. Normalnie kurwicy można dostać.
Pech chciał, że zebrało mi się na ambicje artystyczno-rzemieślniczo-twórcze właśnie dzisiaj. Tylko po to, żeby przekonać się, że taki ‘dzień bez weny i polotu’ nastał właśnie dziś. Zamierzałem zabrać się za wykańczanie strony klasowej, nad którą pracuję już od sam nie wiem jak dawna, ale po paru godzinach niby jako-takiej pracy zdałem sobie sprawę, że cały czas stoję w punkcie wyjścia. Noż kurwa mać.
Próbowałem też zabrać się wreszcie za zaprojektowanie loga dla pewnej firmy nagłośnieniowej, która mnie o to poprosiła. Co prawda tutaj może poszło by mi lepiej, gdybym nie tworzył tego za darmo – pech chciał że firma należy do kumpla, z którego głupio mi było zdzierać solidną kasę. W każdym bądź razie, skończyło się, jak nie trudno się domyślić, na niczym. Coś tam niby powstało, ale skoro sam nie jestem z tego zadowolony, to znaczy że nie powstało nic wartego uwagi. Tym bardziej, że kumpel-nagłośnieniowiec też nie był zadowolony – ale w dupe z tym, do narzekania klientów na prawdę da się przyzwyczaić.
Całe szczęście ten cholerny dzień skończy się za niecałe 4 minuty. Idę spać.
PO kontratakuje
wrzesień 14, 2007
Ależ dzisiaj politycznie. I na dodatek, tylko o PO. Przed chwilką zapoznałem się ze spotami wyborczymi Platformy Obywatelskiej. I mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony, są znacznie lepsze od reklamówki PiSu, bo u Platformy widać poważnych, wiedzących co robią polityków. A PiS po prezentacji swojego gangsterskiego filmu krótkometrażowego, bo na taki chyba chcieli się stylizować, będzie mi się jeszcze bardziej kojarzył z układem.
Z drugiej strony… Dolandu wygląda w swoim spocie na takiego bezbronnego, zawstydzonego chłopaczka, który znalazł się w złym miejscu i w złym czasie. Nie przekonuje mnie facet absolutnie. Komorowski za to wypadł całkiem nieźle. No i ten slogan… “By żyło się lepiej. Wszystkim”. Jakieś to takie naciągane. Dla zainteresowanych, odsyłam do opinii ekspertów na ten temat.
No i Rokita schował dzisiaj rogi… nigdy faceta nie lubiłem, karierowicz z niego niesamowity. Ale Platforma mocno na tym straci, jakby nie patrzeć była to jedna z ważniejszych twarzy PO. No ale cóż… i tak wybory wygra PiS.
Piecu to nie Polska
wrzesień 14, 2007
Od niepamiętnych już czasów, na wszelkich internetowych forach, listach dyskusyjnych i blogach dodawałem do swojego podpisu hasełko “Po prostu Piecu” (i taki też tytuł nosi ten blog). Było to tak dawno, że pierwszego użycia nie pamiętają chyba nawet najstarsi indianie. A teraz się okazuje (właściwie to już pare dni temu się okazało), że Platforma Obywatelska na potrzeby zbliżających się wyborów kradnie moje hasło.
W tym miejscu pragnę zaznaczyć – nie mam z tym nic wspólnego. Nie sugerowałem im takiego rozwiązania, a już na pewno ich hasło nie mówi o mnie. Kim jak kim, ale Polską to ja nie jestem. I proszę pamiętać – w oryginale jest Piecu, nie Polska. Choć tak właściwie, nie mam do nich pretensji. Po prostu mają dobry gust, i dobre wzorce.
Spotkanie po latach
wrzesień 14, 2007
Dawno tu nie pisałem – i tylko dlatego tak brzmi tytuł tego wpisu. Jakiś czas temu przeniosłem się z blogowaniem na własny serwer, żeby móc się trochę bardziej lansować. Ale pech chciał, że pare tygodni później wygasła mi domena, której nie mam zamiaru przedłużać, bo mam pustkę w portfelu. Może to i dobrze, bo dzięki temu dostałem natchnienia i stwierdziłem, że powinienem prowadzić dwa blogi jednocześnie.
Jeden, który uruchomię za jakiś czas, będzie skupiał się na mojej pracy i projektach, nad którymi pracowałem/pracuję/będę pracował. W sposób grzeczny, profesjonalny i wykorzystujący wszelkie możliwe sztuczki sprawiające wrażenie, że jestem ambitnym, młodym profesjonalistą, znającym się na rzeczy i godnym zaufania. Może kiedyś znajdzie się dzięki temu jakiś klient. Kiedyś czytałem (nie pamiętam już gdzie, ale jak sobie przypomnę to dam znać i podlinkuję), że blog to świetna platforma do promocji własnej osoby w internecie, pod warunkiem, że pisze się na nim w taki właśnie profesjonalny, obiektywny sposób. Bez kurw i pochodnych, bez ujawniania swoich poglądów politycznych i takich tam, innych rzeczy, które mogą kogoś zniechęcić lub obrazić. Może coś w tym jest, więc nie zaszkodzi spróbować.
Ale przecież nie obyłbym się bez możliwości ponarzekania na wszystko wokół, poprzeklinania trochę, bez wyzywania polityków i klechów i ogólnie mówiąc, do wylewania z siebie wszelkiego jadu, chamstwa i złości, razem z odrobiną refleksji i laniem wody. I właśnie dlatego równolegle zamierzam pisać na tym oto blogu, który właśnie czytasz. Tutaj dla odmiany będzie wszystko, co mi ślina na język przyniesie. Bardzo subiektywnie, bardzo krytycznie i bardzo po mojemu. Kiedyś pisałem, że wśród blogów można czasem znaleźć takie białe kruki – głęboko schowane, ale bardzo ciekawe, i mające coś, co sprawia, że chce się do nich wracać. I pisałem wtedy, że chciałbym na coś takiego się stylizować i do tego dążyć. A teraz dochodzę do wniosku, że to gówno prawda. Białe kruki niech sobie będą, ale ja nim być wcale nie chcę. Nie piszę tutaj dla tego, żeby ktoś to czytał i lubił mnie za to, co piszę. Piszę, bo lubię i piszę o tym, o czym chcę pisać. Piszę tylko dla siebie i na pewno nie będę płakał, jeśli ktoś poczuję się przez to urażony, obrażony, zniechęcony, smutny, rozczarowany czy rozgoryczony.
Choć nie ukrywam, że za wszelkie komentarze będę wdzięczny. Jestem niesamowicie próżny, a jakiekolwiek ślady, że ktoś zwrócił uwagę na moje blogowe dzieła, będą bardzo sympatycznie tę próżność łechtać. Poza tym, fajnie jest z kimś czasem podyskutować.
Edit: Może troche przesadziłem z tą moją pracą. Żeby było jasne – nie posiadam żadnego stałego źródła dochodów. I chyba się z tego cieszę.