Skąd tu tyle nadziei?
styczeń 30, 2008
Ile kosztuje Alzhaimer?
Tak, właśnie ten na tej półce.
…
Widocznie za drogo, jak dla mnie.
A po co mi on?
Bo powinienem zapomnieć.
Ale co z tego, jeśli wcale tego nie chcę?
A wogóle to o czym?
Nie ważne. I tak to żadna
Tajemnica.
Oddam za darmo pół roku pecha i beznadziei.
Nikt nie chce? Ciekawe czemu.
To może nawet dopłacę. Na przykład
Nieprzespanymi nocami,
Wiadrami łez,
Zmarnowanymi okazjami.
Nadal nikt nie chce?
Ciekawe czemu.
A wogóle co to za pech?
Nieważne. I tak to żadna
Tajemnica.
Mówi się, że przychodzi
Na palcach, a odchodzi
Trzaskając drzwiami. Ale co zrobić
Jeśli trzasnęła i siedzi dalej?
Jak przestać barykadować drzwi?
Jak wrócić do
Życia? I po co?
Skąd tu tyle
Nadziei… ?
***
Zgodnie z obietnicą – przeszukałem szuflady ze starymi śmieciami i znalazłem
Terrorystka
listopad 27, 2007
Niech szlag trafi poetów, poezję i wszystkie inne cholerne romansidła. Gdyby nie to całe słodko pierdzące badziewie, słowa takie jak miłość, uczucia, przyjaźń i tym podobne rzeczy, uchodzące za pewne osobiste wartości nie brzmiały by pusto jak ten czerep. A tak, przez tych wszystkich zasranych pisarczyków i innych Natchnionych Pomyleńców nie ma chyba niczego, poza uczuciami, co zostało tak cholernie uwznioślone i ubóstwione, że uzyskało znaczenie wprost przeciwne – i tak ktoś mówiący, na przykład, o miłości, zamiast wzruszająco odpływać do siódmego nieba, twardo szoruje dupskiem o asfalt uchodząc przy tym za jakiegoś masochistycznego świra o wyidealizowanym światopoglądzie.
Co w takim razie ma zrobić ktoś, kto o tym mówi, a kto nie uważa się za wspomnianego świra? Ktoś taki, chcący uchodzić za „normalnego” powie pewnie, że nie lubi wielkich słów i owijając w bawełnę sam zaplącze się w sieć bezsensownych zwodów, uników i wykrętów. Ktoś inny, chcący uchodzić za siebie, uzna pewnie, że serdecznie go to wszystko pierdoli i tak czy siak powie to, co ma do powiedzenia. I ja tak właśnie zamierzam uczynić. A żeby podkreślić to, że nie jestem w nastroju do owijania w bawełnę i odpływania do nieba, od razu, w jednym zdaniu streszczę pozostałą treść tego artykułu, zmniejszając tym samym cierpienia osobom, które artykuł ten za typowo durno-blogowo-zwierzeniowy mogłyby uznać dopiero po przeczytaniu całości – tak przynajmniej mają już spokój i nie muszą męczyć się czytaniem czegoś co im się nie podoba. Reszta tego tekstu będzie mówiła tylko i wyłącznie o tym, że jest mi źle, nie mam humoru i narzekam na co tylko się da.
Stare porzekadło, wywodzące się ze wspomnianej we wstępie słodko pierdzącej poezji, mówi, że „miłość uskrzydla”. Nie przeczę, że jest w tym trochę prawdy, ale tylko trochę, bo tak naprawdę, „miłość” ma dwie strony, albo dwa ostrza, niczym „miecz przeznaczenia” w prozie Sapkowskiego (prozie z resztą rewelacyjnej, nic nie mającej wspólnego z pomyloną twórczością zapalonych romantyków). Jedno z nich może uskrzydlać, ale drugie skutecznie jak nic innego te skrzydła będzie podcinać. Mi niestety przyszło zmierzyć się z tą drugą stroną, ponieważ na własne życzenie ten miecz obróciłem, jakoś na przełomie sierpnia i września tego roku.. Pech chciał, że dzierży go osoba na której swego czasu bardzo mi zależało. I rację miał ten, kto powiedział, że „najdotkliwiej ranią nas ci, na których najbardziej nam zależy”.
Myślę, że nie będę streszczał tu sytuacji, w wyniku której owy miecz się obrócił, bo ten blog zasadniczo powstał po to, abym mógł przedstawić czasem swój punkt widzenia na sprawy, który w danym momencie mnie nurtują, a nie po to, żeby przedstawiać skrupulatną relację z mojego życia. Tak czy siak, w chwilach takich jak ta zastanawiam się, czy „lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się tego nie zrobiło”, jak mówi pewne ludowe porzekadło. Wyrzuty sumienia to okropna sprawa, a zakochani ludzie mają przesrane życie.
Wracając do tytułu – dlaczego terrorystka?
A dlaczego nie?
Jeden wyraz, milion emocji
listopad 19, 2007
Na pewno, nigdy nie zacznę trudnić się copywritingiem, czyli wymyślaniem hasełek i sloganów reklamowych za dużą kasę. Teoretycznie wystarczy skleić tylko kilka wyrazów, i można przeliczyć wypłatę. Banał, nie? No prawie, bo te kilka wyrazów trzeba skleić w ten sposób, żeby klientowi się podobało, a klientom zapadało w pamięć. W rezultacie wychodzi na to, że to niesamowicie niewdzięczna i wkurwiająca praca. Ja przez przypadek, bo nie było tego w planie, podczas pracy nad stroną internetową wpadłem na pomysł sloganu dla klubu tańca towarzyskiego – “Taniec. Jeden wyraz, milion emocji“. Akurat tym razem poszło bez specjalnych problemów, ale jak próbowałem wymyślić chociaż jeden inny, coby było do wyboru, to kończyło się tylko na tym, że szlag mnie trafiał. Całe szczęście, klientowi się spodobał, więc może inne wersje nie będą potrzebne. A nawet jeśli, to dam sobie spokój, bo tego i tak nie było w planie. Umawialiśmy się na logo, wizytówki i stronę internetową. Tego pierwszego jest już kilka wersji. Jedna poniżej.

Strona internetowa w budowie.
Ludzie są przewidywalni
listopad 2, 2007
Są tak cholernie przewidywalni, że czasem wypadałoby się zastanowić, dlaczego wcześniej z tego nie skorzystałem i nie pilnowałem bardziej tego, o czym tutaj piszę. Ale nie będę się nad tym zastanawiał, bo odpowiedź znam – to nie ja decyduję, do kogo mój blog i treści na jego łamach opublikowane docierają i kto je przeczyta. A już tym bardziej nie mam wpływu na to, w jakim stopniu ktoś weźmie to do siebie i co będzie na ten temat myślał. Blog jest otwarty, może go czytać każdy kto ma na to ochotę. Ale każdy, który to czyta musi liczyć się z tym, że treści które tu przedstawiam są moimi osobistymi, prywatnymi opiniami i przemyśleniami, bardzo często ujętymi w dużo bardziej szczere i dobitnie określające pewne sprawy słowa. Dlatego, że jest to tylko blog – który nie jest skierowany do konkretnych osób i które wcale nie są zaproszone do tego, żeby to czytać (to ich decyzja, za którą nie odpowiadam), a z drugiej strony, jest to aż blog – na którym czasem mogę sobie pozwolić na dużo więcej niż gdzie indziej.
Przejdźmy jednak do sedna sprawy, bo powyższy wstęp raczej niewiele mówi o przyczynach napisania tego posta. W tytule napisałem, że ludzie są przewidywalni, i to aż do bólu. W artykule z przed paru tygodni, “O turniejach tańca w internecie” napisałem:
No i pięknie. Skrytykowałem obu panów doszczętnie, tylko więc czekać, aż ktoś pięknie zarzuci mi, że sam lepszy nie jestem, bo nie robię nic.
I to się prawie sprawdziło. Bo doszły mnie słuchy, że pewne osoby już mają do mnie żal i pretensje. “Prawie” się sprawdziło, bo o tych pretensjach dowiedziałem się praktycznie przez przypadek. Gdybym sam do nich nie doszedł, najprawdopodobniej nie usłyszałbym na ten temat nawet słowa, a osoby te po cichu rzucałyby mi krzywe spojrzenia. Bardzo ważne: teraz ja będę miał do tych osób żal i pretensje za to, że nie potrafiły/nie chciały powiedzieć mi o tym prosto w oczy, mimo tego że miały ku temu okazję 3 razy w tygodniu. Ale w tej sytuacji jest już odrobinę za późno, bo teraz sam będę dążył do rozmowy i wyjaśnienia tego tematu.
Pora na odrobinę sprostowań. Nie zamierzam wycofać się nawet z jednego słowa, które padło na moim blogu. Wszystko co tam napisałem idealnie odzwierciedla to co myślałem wtedy, i co myślę teraz. Nadal zamierzam krytycznie podchodzić do twórczości pana Socika i Zbyszka z Lublina, bo w żaden sposób twórczość ta się nie poprawiła, ani ja nie zmieniłem nagle gustów i upodobań.
Jest jedna rzecz, w związku z którą pretensje do mnie są uzasadnione. Napisałem wtedy, że “na dniach biorę się do roboty nad stroną www i zorganizowaniem obsługi internetowej OTTT “Perła Pomorza”, który odbędzie się w Wałczu 13 października (swoją drogą, zapraszam gorąco). I mam zamiar udowodnić sobie i całemu światu, że jestem od obu panów lepszy”. Faktycznie, powiedziałem, że zrobię i pokażę, a nie zrobiłem i nie pokazałem. Dlaczego? Tylko i wyłącznie dlatego, że podczas rozmowy z organizatorami turnieju padło stwierdzenie, że “w tym roku raczej nie, ale może w przyszłym, jak będzie większy budżet to pomyślimy nad stroną internetową”. Przykro mi bardzo, ale nie było mi dane tego popisowego zamiaru zrealizować. Nie będę robił nic na siłę, bo wyraźnie usłyszałem, że stroną internetową organizatorzy nie są zainteresowani. Tak czy siak, przykro mi, że nie udało się zademonstrować swoich możliwości.
Następna sprawa – nie zmienia to ani trochę faktu, że uważam się za lepszego od obu wspomnianych wyżej panów. Dlatego, że obaj panowie tworzą coś według standardów, które opanowali kilkanaście lat temu i które w chwili obecnej nie mają praktycznie żadnej racji bytu – internet jest rzeczą rozwijającą się zbyt szybko, żeby bazować na tak archaicznej wiedzy. Żeby coś tu osiągnąć, trzeba się rozwijać razem z nim, być na bieżąco z najnowszymi rozwiązaniami technicznymi i trendami w ogóle. Właśnie stąd bierze się krytyka tych panów. A dlaczego ja miałbym być lepszy? Przecież ja się tym tematem zajmuję od zaledwie 3 lat, a nie tak jak pan Socik, od 20. I właśnie w tym tkwi moja przewaga, ponieważ ja przez te 3 lata cały czas robię wszystko co mogę, żeby się uczyć, rozwijać i korzystać z nowoczesnych narzędzi i rozwiązań technicznych. Oczywiście, nie ukrywam że pan Socik ma na tą chwilę znacznie więcej osiągnięć niż ja. Ale to wynika tylko z tego, że działa ode mnie dłużej i miał więcej czasu na ich osiągnięcie. I to jest tylko i wyłącznie kwestią czasu.
Mam teraz nauczkę na przyszłość: zbytnia szczerość szkodzi, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto weźmie ją za bardzo do siebie i rozdmuchując do granic możliwości, będzie tworzył niepotrzebne pretensje i kłótnie. Na dodatek ten ktoś nie weźmie pod uwagę tego, że blog internetowy służy właśnie do tego, żeby móc podzielić się swoimi prywatnymi refleksjami i opiniami w sposób publiczny. I co najgorsze, takie osoby nie będą później w stanie powiedzieć, że coś im się nie spodobało. Bo przecież najłatwiej nosić do kogoś urazę za zbytnią bezpośredniość samemu siedząc cicho i nie mogąc zebrać się na rozmowę i wyjaśnienie sprawy.
Bądź gotowy dziś do drogi…
wrzesień 23, 2007
“…drogi, którą dobrze znasz. Jutro, lub we wtorek wezmę Cię”, cytując stary szlagier Haliny Frąckowiak. Jutro podróż do Trójmiasta w ramach wycieczki klasowej. Miło się zapowiada. Powrót w czwartek, żeby się przepakować i w piątek Jelenia Góra – Eurogala Tańca “Karkonosze Open 2007″.
Ha, to chyba najbardziej pusta wiadomość w historii tego bloga. Ale nic na to nie poradzę, nie mam czasu ani chęci, żeby streszczać tutaj plan najbliższego tygodnia. Chodziło tylko o to, żeby powiadomić wszystkich ewentualnie zainteresowanych, że przez najbliższy tydzień dostępny będę jedynie przez telefon. Wszyscy ewentualnie zainteresowani numer znają.
Żeby nie było tak całkiem pusto, stworzyłem na szybkiego takie coś.

Nienawidzę pakowania.
O turniejach tańca w internecie
wrzesień 20, 2007
Ostrzeżenie: Niniejszy post zawiera duże ilości krytycznych, chamskich i niekulturalnych zwrotów niosących ze sobą (nie)konstruktywną krytykę określonych osób i firm. Osoby o słabych nerwach zachęca się do zaniechania dalszej lektury, chyba że mają to w dupie. Poza tym, tekst jest dosyć długi, dlatego leniwi/niezainteresowani też mogą sobie darować.
Twist shit
Do tej pory myślałem, że twórczość pana Socika, właściciela firmy Twist Service bije wszelkie możliwe rekordy w kwestii zastosowania archaicznych i kompletnie przestarzałych rozwiązań internetowych. No i oczywiście w kwestii totalnego braku dobrego smaku i poczucia estetyki. Sama strona pana Socika u niektórych może wywoływać odruchy wymiotne, jest po prostu niewyobrażalnie brzydka. A najśmieszniejsze jest to, że jest on jednym z dwóch (jest jeszcze pan Zbigniew z Lublina) projektantów www, którzy praktycznie zdominowali rynek internetowej obsługi klubów i turniejów tanecznych.
Żeby nie być gołosłownym – są też inne niesamowicie fantastyczne twory pana Socika, jak choćby strona Polskiego Towarzystwa Tanecznego, jedna z tych, które na prawdę mogłyby jakiś poziom prezentować, bo przecież jest to niejako wizytówka polskiego tańca towarzyskiego w internecie – a jak na ironię, wygląda jak wyciągnięta z jakiegoś muzeum badziewi i rupieci z lat ‘90. Inny przykład – Festiwal Tańca Karkonosze Open 2007 (na który tak a propos wybieram się za nieco ponad tydzień). To samo – wygląda strasznie, poplątane niczym dzieło Picassa. W stronę techniczną nie będę się zagłębiał, bo to nie geekowy blog. Poza tym, absolutnie nieczytelnie, ciężko dotrzeć do jakichkolwiek informacji.
Zbysio z Lublina
Na chwilę zostawmy temat fantastycznej twórczości pana Socika, tylko po to, żeby skupić się na wspomnianym wyżej Zbyszku z Lublina. Kolejny zapalony amator, wielki twórca i prawdziwy artysta. Ten z kolei proponuje seryjne wytwarzanie stron informacyjnych turniejów i imprez tanecznych. “Realizacja usługi wynosi 4 godz. po dostarczeniu niezbędnych danych (nazwa i termin turnieju, termin zamknięcia zgłoszeń, kategorie i style.). Organizator otrzymuje adres internetowy, który wkleja na własnej stronie. Koszt tej usługi – tylko 150.-zł, (a ile kłopotów mniej).” Podoba mi się sama idea skierowania swojej oferty na internetową obsługę turniejów i podpinanie ich pod domenę turnieje-taneczne.pl – świetny pomysł, Tkwi w tym spory potencjał. Ale ludzie… jeśli pan Zbysio planuje podchodzić do tematu aż tak szablonowo i chce kopiować jedną stronę, zmieniając tylko informacje o poszczególnych turniejach – nie wróżę mu długometrażowego sukcesu. Tym bardziej, że ten jeden szablon, do którego tak uparcie się przypiął ( przykład 1, przykład 2 ) wcale a wcale pięknością nie grzeszy. I nic dziwnego, ciężko jest zbudować od podstaw porządną, solidną stronę z ładną, przyjemną dla oka oprawą graficzną w 4 godziny. Przynajmniej ja potrzebuję na to zdecydowanie więcej czasu, jeśli wszystko ma być dopięte na ostatni guzik.
And the winner is…
No i pięknie. Skrytykowałem obu panów doszczętnie, tylko więc czekać, aż ktoś pięknie zarzuci mi, że sam lepszy nie jestem, bo nie robię nic. Otóż robię – na dniach biorę się do roboty nad stroną www i zorganizowaniem obsługi internetowej OTTT “Perła Pomorza”, który odbędzie się w Wałczu 13 października (swoją drogą, zapraszam gorąco). I mam zamiar udowodnić sobie i całemu światu, że jestem od obu panów lepszy i że turniej tańca może wyglądać w internecie porządnie i zachęcać do obejrzenia widowiska na żywo. W sobotę widzę się z organizatorami celem dogadania wszelkich możliwych szczegółów, a potem obracam klepsydrę i biorę się do roboty.
Ja Wam pokażę.
Chwalenie się jest fajne
wrzesień 19, 2007
Na samiutkim wstępie zaznaczę, że ten sposób blogowego prezentowania swoich dzieł zrobionych na potrzeby pracy, żywcem zgapiam od pewnego specjalisty w tym temacie. Od bardzo dawna czytuję Piotra i, tak właściwie nie wiem czemu do tej pory nie było na moim blogu linka do jego bloga. Zaraz to nadrobię. Swoją drogą, bardzo żałuję, że w najbliższy weekend przejdzie mi koło nosa okazja poznania go osobiście. No cóż, okazja pewnie jeszcze nie raz się trafi, więc nadrobię.
Wracając do meritum. Jeszcze nie miałem okazji zaprezentować tutaj swojego dzieła, które udało mi się sprzedać. Co prawda tym razem ’sprzedać’ to za dużo powiedziane, bo byłem na tyle naiwny, żeby zrobić logo kumplowi za ładny uśmiech i piwo. No ale jakby nie patrzeć, moje dzieło poszło w świat. I w sumie jestem z niego zadowolony. Voila.

Jeszcze naszło mnie na pewną myśl. Piotr Mikołaj na swoim blogu bardzo często pisze, że nienawidzi swojej pracy i opisuje ją jak najgorsze tortury. A ja, choć chcę zajmować się mniej więcej tym samym (nie ukrywam, że był jednym z tych, którzy mnie do tego natchnęli), po prostu uwielbiam to robić. I tu mam nad Tobą przewagę, panie Kefas (-; Ale fajne uczucie.
A jesień w pełni. Zimno jak jasna cholera, byłem nawet zmuszony do odszukania w szafie szalika i rękawiczek.
Jesiennie
wrzesień 16, 2007
Z dwóch powodów:
- Żeby pokazać, że przyszła ta zimna, mokra i niedobra.
- Żeby pokazać, że niemoc twórcza trwa.

Jak robić, żeby nic nie zrobić…
wrzesień 15, 2007
Co za cholerny dzień.
Nie nawidzę tak zwanych ‘dni bez weny’, określanych przez niektórych jako te, na początku których wstaje się z łóżka lewą nogą. Takie dni, podczas których człowiek nie jest w stanie niczego konstruktywnego wymyślić. Po prostu nie może i koniec. Taka niemoc twórcza. Pal licho jeśli podczas takiego dnia nie ma potrzeby tworzenia czegokolwiek… gorzej kiedy taka potrzeba jest. I wtedy człowiek się stara, robi co może żeby tę niemoc przełamać… i gówno mu z tego wychodzi. Normalnie kurwicy można dostać.
Pech chciał, że zebrało mi się na ambicje artystyczno-rzemieślniczo-twórcze właśnie dzisiaj. Tylko po to, żeby przekonać się, że taki ‘dzień bez weny i polotu’ nastał właśnie dziś. Zamierzałem zabrać się za wykańczanie strony klasowej, nad którą pracuję już od sam nie wiem jak dawna, ale po paru godzinach niby jako-takiej pracy zdałem sobie sprawę, że cały czas stoję w punkcie wyjścia. Noż kurwa mać.
Próbowałem też zabrać się wreszcie za zaprojektowanie loga dla pewnej firmy nagłośnieniowej, która mnie o to poprosiła. Co prawda tutaj może poszło by mi lepiej, gdybym nie tworzył tego za darmo – pech chciał że firma należy do kumpla, z którego głupio mi było zdzierać solidną kasę. W każdym bądź razie, skończyło się, jak nie trudno się domyślić, na niczym. Coś tam niby powstało, ale skoro sam nie jestem z tego zadowolony, to znaczy że nie powstało nic wartego uwagi. Tym bardziej, że kumpel-nagłośnieniowiec też nie był zadowolony – ale w dupe z tym, do narzekania klientów na prawdę da się przyzwyczaić.
Całe szczęście ten cholerny dzień skończy się za niecałe 4 minuty. Idę spać.
PO kontratakuje
wrzesień 14, 2007
Ależ dzisiaj politycznie. I na dodatek, tylko o PO. Przed chwilką zapoznałem się ze spotami wyborczymi Platformy Obywatelskiej. I mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony, są znacznie lepsze od reklamówki PiSu, bo u Platformy widać poważnych, wiedzących co robią polityków. A PiS po prezentacji swojego gangsterskiego filmu krótkometrażowego, bo na taki chyba chcieli się stylizować, będzie mi się jeszcze bardziej kojarzył z układem.
Z drugiej strony… Dolandu wygląda w swoim spocie na takiego bezbronnego, zawstydzonego chłopaczka, który znalazł się w złym miejscu i w złym czasie. Nie przekonuje mnie facet absolutnie. Komorowski za to wypadł całkiem nieźle. No i ten slogan… “By żyło się lepiej. Wszystkim”. Jakieś to takie naciągane. Dla zainteresowanych, odsyłam do opinii ekspertów na ten temat.
No i Rokita schował dzisiaj rogi… nigdy faceta nie lubiłem, karierowicz z niego niesamowity. Ale Platforma mocno na tym straci, jakby nie patrzeć była to jedna z ważniejszych twarzy PO. No ale cóż… i tak wybory wygra PiS.